niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział 25

Rozdział dedykuje: Chodzącej za dnia, Monice Szatkowskiej i Anonimowi (przepraszam nie wiem jak się nazywasz) jedynym osobą, które skomentowały poprzedni rozdział oraz dedykacja dla Anonimowi który podpisał się Ki za skomentowanie jeszcze poprzedniego rozdziału.

Obudziłam się o ósmej, zeszłam z łóżka i poszłam do łazienki, żeby się załatwić i zmienić tampona. Stwierdziłam że zębów jeszcze nie umyje, to by było bezsensu skoro jeszcze nie jadłam śniadania. Zeszłam do kuchni, wstawiłam wodę na herbatę i zjadłam jogurt owocowy, który był w lodówce. Kiedy zalałam herbatę gorącą wodą, chwyciłam kubek i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i wygodnie się rozsiadłam, akurat leciał film dokumentalny o Titanicu, więc zostawiłam.  Po skończonym dokumencie przełączyłam na AXN, gdzie za chwilę miał zacząć lecieć Teen Wolf. Tak się złożyło, że puścili pierwszy odcinek pierwszego sezonu. Z zaciekawieniem przypatrywałam się akcji która się właśnie odgrywała, Scott został ugryziony przez wilkołaka. Uwielbiam ten serial, tak się składa, że Teen Wolf to jeden z dwóch moich ulubionych seriali, poza nim  jest jeszcze Glee.
-Co oglądasz? - spytała Van wchodząc do salonu, nic nie mówiąc wskazałam na telewizor, ta zaczęła piszczeć i dosiadła się do mnie. -Kocham ten serial! - razem w ciszy oglądałyśmy.
-Boże jak ja kocham Derek'a! - powiedziałam, kiedy było właśnie zbliżenie na niego.
-Laura weź się ogarnij. - siostra popatrzyła na mnie z politowaniem, pokazała jej język i wróciłam do oglądania. Przy końcówce odcinka przyszła do nas ciocia, kiedy zobaczyła co leci w telewizji zaczęła nas opierdzielać, że jej nie zawołałyśmy. Ale uspokoiła się, widząc że będą lecieć jeszcze dwa odcinki.
-Czołem dziewczyny. Co jest na śniadanie? - wuja Robert staną pomiędzy telewizorem, a nami, dzięki czemu miałyśmy zasłonięty obraz.
-Spierdalaj stąd! - krzyknęła Kristen rzucają w wuja poduszką, która leżała na kanapie.
-Po co ta agresja? Ja tylko chciałem się spytać co jest na śniadanie. - zaczął się bronić.
-To co sobie zrobisz to będziesz miał. - syknęła ciocia.
-Spokojnie. Lepiej już pójdę, bo za raz w dziób dostane. - mężczyzna podniósł poduszkę z ziemi i odrzucił ją z powrotem na kanapę. Ciocia już otworzyła usta, żeby skomentować wypowiedź męża, ale w ostateczności postanowiła się powstrzymać. Kiedy wuja opuścił pomieszczenie, ciocia zawołała go do siebie. - Tak, kochanie?
-Zrobisz mi i dziewczynką kanapki? - ten nic nie mówiąc przewrócił teatralnie oczami i skinął głową. Po jakimś czasie wuja wrócił z naszykowaną stertom kanapek z serem i pomidorem, każda z nas nie odrywając wzroku z telewizora zabrała po jednej kanapce.
-Co wy za głupi serial oglądacie? - brunet porwał jedną kanapkę i usiadł koło swojej żony.
-Słucham? Teen Wolf nie jest głupim serialem! - oburzyła się Vanessa.
-Robert masz trzy sekundy na opuszczenie tego otóż pomieszczenia, bo jak nie to urwę ci fiuta i przyszyje do czoła, tak że będziesz wyglądał jak niedojebany jednorożec! - wyraz twarzy cioci został nie wzruszony, a poważny ton jej głosu jasno wskazywał, że byłaby zdolna do tego co powiedziała.
-Gdyby nie to, że kupuje ci tampony i mniej więcej orientuje się, kiedy masz miesiączkę, to bym pomyślał że masz okres. - wstał i wyszedł z salonu.
-Boże jak ten człowiek mnie denerwuje. Pamiętajcie dziewczynki nigdy się nie żęcie, z tymi facetami szału można dostać.
-Nawet nie waż się tego komentować. - ostrzegłam siostrę, widząc jak chciała już rzucić jakąś uwagę na temat mnie i mojego chłopaka. Ta się powstrzymała od zbędnych komentarzy, za co byłam jej do zgodnie wdzięczna.
*Narrator*
W tym samym czasie kiedy siostry Marano i Kristen oglądały Teen Wolf'a, Mark siedział przy stole w kuchni popijając kawę i czytając gazetę, a Stormie zmywała naczynia. Do pomieszczenia wpadł z impetem Ross, państwo Lynch wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenie.
-Wybierasz się gdzieś Ross? - zaczął mężczyzna.
-Tak, umówiłem się. - odpowiedział zaglądając do lodówki.
-Z Laurą? - zapytała kobieta nie odrywając wzroku z syna.
-Nie, z kolegami. - zamkną lodówkę nic z niej nie biorąc. -Dobra, będę leciał. - już chciał wychodzić, ale przywołał go głos rodzicielki.
-Zaczekaj. Już wychodzisz?
-Tak mamuś.
-Ale tak bez śniadania? - wskazała na stół, gdzie siedział Mark.
-Nie mam czasu. - jak napotkał się ze stanowczym wzrokiem matki dodał szybko. -Wezmę jabłko, obiecuję że zjem je po drodze.
-Czekaj zrobię ci herbatki, żebyś sobie wypił. - Stormie chwyciła w dłoń czajnik i zaczęła nalewać do niego wody.
-Mama nie trzeba, a i tak jestem już spóźniony. Ale dzięki za troskę. - blondyn podszedł do mamy i pocałował ją w czoło. -Kocham Cię mamo.
-Ja ciebie też Ross. - przytulała syna z całych sił. Chłopak wziął jabłko, wychodząc zatrzymał się na chwilę w progu.
-A tato, ciebie też kocham. - młody Lynch uśmiechnął się i szybko wybiegł  z domu.
-Wiesz, że powinnaś przestać się cackać z nimi. - Mark odłożył gazetę na stół i spojrzał na małżonkę, która odkładała czajnik z powrotem na kuchenkę.
-Nie bardzo rozumiem, o co ci chodzi.
-O to, że traktujesz ich wszystkich jak małe dzieci, które cały czas potrzebują pomocy mamy, bo same nie umieją sobie w niczym poradzić.
-Niby kiedy tak ich potraktowałam? - blondynka przyłożyła ręce do bioder.
-"Czekaj zrobię ci herbatki, żebyś sobie wypił." - próbował naśladować głos swojej żony. - Mogłaś  powiedzieć "Ross, synku, czekaj mamusia zrobi ci herbatkę, żebyś sobie wypił i obierze jabłuszko, oraz pokroi w małe kosteczki, żebyś się czasem nie zadławił"
-Przesadzasz Mark, ja tylko troszczę się o nasze dzieci.
-Ostatnio kiedy Ellington przyszedł do Rocky'ego, a jego nie było, zrobiłaś mu do jedzenia kanapki i co chwile cackałaś się z nim i pytałaś czy czegoś mu nie potrzeba. - przypomniał mężczyzna biorąc łyka kawy.
-Ellington jest prawie jak syn. - zaczęła tłumaczyć, jąkając się przy tym.
-Przyznaj się, czas odciąć pępowinę i dać swobodę życia im.
-Może masz racje.... - nie skończyła, bo przerwał jej Mark.
-Jasne, że mam rację.
-Ale oni mi tak szybko urośli, każde z nich jest prawie dorosłe. Zanim się obejrzysz zostaniemy sami w tym domu. - wskazała na otaczającą ich przestrzeń, z każdym wypowiadającym słowem kobiecie coraz bardziej łamał się głos, widząc to w jakim jest stanie Stormie, Mark szybko do niej podszedł i przytulił.
-Nie przejmuj się tym. Pomyśl o tym, że jak wszystkie nasze dzieci się wyprowadzą, w końcu będziemy mogli robi takie rzeczy na które teraz nie możemy sobie pozwolić. Może wybierzemy się na długą wycieczkę po całych stanach? Albo w ogóle nie będziemy wychodzić z łóżka. - starał się jakoś pocieszyć blondynkę, która po wysłuchaniu wszystkiego co powiedział jej mąż trochę mniej była smutna.
-A jak oni nie będą nas odwiedzać?
-To my wtedy zrobimy im wjazd na chatę, uwierz mi że rodzonych rodziców by nie wywalili z domu. A tak poza tym, chyba to nam nie grozi. Prędzej czy później jedno z naszych dzieci zgłodnieje i przyjdzie do nas na darmową wyżerkę, albo któremuś skończy się kasa i przyjdzie pożyczyć. - obydwoje zaśmiali się ze słów Lyncha.
-Ale ty wierz Mark, że musisz porozmawiać poważnie z Ross'em? - spytała odrywając się od męża.
-Ale o czym? - zdziwił się, nie miał pojęcia o co chodzi jego żonie.
-Skoro Ross ma teraz dziewczynę, musisz mu uświadomić niektóre sprawy.
-Jakie sprawy? - mężczyzna zrobił wielkie oczy nie mając pojęcia o co chodzi, dopiero po chwili zdał sobie sprawę, o co chodziło Stormie. -A o tych sprawach.
-Tak o tych.
-A przecież już rozmawiałem z nich o tym, z Riker'em, Rocky'm i Ryland'em też.
-Ale jakbyś mógł mu przypomnieć to....
-Czekaj, czekaj. Myślisz, że Ross i Laura mogliby już współżyć między sobą? Przecież oni są ze sobą od paru dni, nie sądzę żeby takie rzeczy chodziły im po głowach.
-Może jeszcze się ze sobą nie kochali, ale pewnie za jakiś czas będą chcieli. Są tylko głupimi nastolatkami, a w tym wieku ma się głupie pomysły i chce się robić rzeczy dla dorosłych. A co jeśli okaże się że za parę miesięcy, zostaniemy dziatkami? Dlatego lepiej jest dmuchać na zimne.
-Mam mu powiedzieć, że ma zachować czystość aż do ślubu? - Mark popatrzył na blondynkę, jak na wariatkę.
-Oczywiście, że nie. I tak cię nie posłucha. Masz mu powiedzieć jak należy bezpiecznie uprawiać seks. A tak poza tym, co ja ci będę mówiła jak masz z nim gadać? Jesteś jego ojcem, to ty wymyśl jak mu to powiedzieć.
-A tak na chwilę odbiegając od Ross'a. Czy za każdym razem kiedy jeden z naszych synów będzie miał dziewczynę, to będę musiał z nim przeprowadzać takiego typu rozmowy?
-Tylko wtedy kiedy będzie widać, że to coś poważnego na nie dwu tygodniowy romans polegający na chodzeniu do kina i ewentualnie całowaniu się. Nasi synowie nie są na tyle głupi, żeby tak poważną rzecz robić z byle kim. Nie tak ich wychowaliśmy.
-A skąd wiesz, że Ross i Laura to coś poważnego?
-Znam swoje dziecko, Ross jest na maksa zakochany w Laurze i ze wzajemnością. Wystarczy spojrzeć jak na siebie patrzą. - nie czekając na jakikolwiek komentarz ze strony męża Stormie opuściła kuchnie.
***
Vanessa siedziała przy biurku z podciągniętymi nogami do siebie i przeglądała na laptopie portale społecznościowe. Postanowiła zalogować się na Facebooka, na którego nie wchodziła od niepamiętnych czasów. Przeglądając tablice nic ciekawego nie zwróciło jej uwagi, co jakiś czas wyskakiwały jej zdjęcia jakiś głupich i pustych lalek, których szczerze nie lubiła, ale i tak pod ich zdjęciem klikała przycisk "Lubię to", żałowała że teraz przy tych nowych przyciskach nie ma jakiegoś z rzygającą minką czy czegoś podobnego. Jest tyle emocji które chciała wyrazić pokazując jak bardzo kogoś nie trawi, ale i tak uważała, że lepiej jest powiedzieć komuś w twarz, że się go nie cierpi, niż hejtować w internecie. Jej przemyślenia przerwał dźwięk przychodzącego sms'a, chwyciła telefon, który był na biurku i odblokowała go. Przeczytała treść wiadomości od Riker'a i zaśmiała się pod nosem "Hejka Vanessa. Nie chciałabyś się ze mną przejść do sklepu i wybrać papieru do srocza?" tylko on mógł coś takiego napisać, pomyślała. Szybko wystukała odpowiedź "Ok" schowała telefon do tylnej kieszeni spodni i wyłączyła laptopa. Zeszła na dół, założyła na siebie czarne trampki i nikomu nic nie mówiąc wyszła z dom. Akurat w tym samym czasie z domu wyszedł Riker,, podszedł i przywitał się z dziewczyną. Obydwoje udali się do najbliższego spożywczego sklepu, chłopak jak prawdziwy dżentelmen przepuścił brunetkę pierwsza w drzwiach. Podeszli do działu chemicznego, gdzie zatrzymali się koło papieru toaletowego.
-To jaki wybierasz ten papier? - Vanessa wskazała na półkę wypchaną różnorodnymi rodzajami papieru.
-No właśnie nie wiem, zawsze braliśmy Foxy, ale postanowiłem tym razem zaszaleć i wybrać coś bardziej ekstrawaganckiego. - powiedział nie odrywając wzroku z półki.
-I dlatego właśnie poprosiłeś mnie o pomoc?
-Właśnie dla tego Van. - blondyn objął ramieniem dziewczynę.
-A mniej więcej masz już jakiś zarys co chcesz konkretnego kupić? Co ten papier musi posiadać i jakie spełniać funkcje, że ty go zechcesz?
-Nie wiem. Ale na pewno nie kupie szarego, śmierdzącego i nudnego papieru. - powiedział stanowczo, zdejmując rękę z ramienia przyjaciółki.
-A chcesz jakiś pachnący? Ze wzorkami? Z konkretnym kolorem? Z trzema czy czterema warstwami? - wypytywała się starsza Marano.
-Jakbym wiedział to bym cię nie zapraszał na wspólne wybieranie srataśmy!? - Riker powiedział to tak głośno, ze kilka osób się spojrzało na nich.
-Nie potrzebnie się tak unosisz. A co powiedz na papier ze wzorkami Spider Man'a? Ciekawy, kolorowy i popatrz ma trzy wytrzymałe warstwy. To co bierzesz go? - Van chwyciła papier do rąk i dźgnęła łokciem ręka chłopaka.  
-Czy ty oszalałaś? Mam dupę wycierać w wspaniałego Spider Man'a? Chyba cię powaliło! - blondyn naskoczył na brunetkę, ta jak oparzona szybko odłożyła papier.
-A ten z pingwinami?
-Ten nie, mama kolegi raz kupiła i mówił że ten papier jest do dupy.
-A niby do czego ma być? - zaśmiała się Marano, a jej towarzysz spojrzał na nią z zażenowaniem. -No co? Jakbyś to ty powiedział, to byłoby śmieszne, a jak ja, to już nie.
-Sorry, ale spójrz na mnie, a potem na siebie. Ja jestem fajny, a ty jesteś...
-Jaka jestem? - warknęła Vanessa przerywając chłopakowi. Widząc zabójczy wzrok przyjaciółki Riker dodał szybko.
-Ty też jesteś fajna. To jaki bierzemy ten papier? - spuścił wzrok na swoje buty.
-No nie wiem Riker, jesteś strasznie wybredny nic ci nie pasuje.
-Co ja na to poradzę, że nie chce wycierać tyłka byle gównem?
-W takim razie weź kup Regine i daj mi święty spokój. - dziewczyna wcisnęła do rąk blondyna wcześnie wspomniany papier. -Nie zamierzam całego dnia tutaj spędzić.
-Okej może być Regina. To co idziemy do kasy? - nie oglądając się za nią ruszył przed siebie.
-Zaczekaj chwile, tylko wezmę ten słodki papier w pieski. - Riker przewrócił oczami i poczekał na koleżankę na początku działu. Jak tylko brunetka do niego dołączyła obydwaj udali się do kasy. Całą drogę powrotna przegadali o różnorodnych filmach o psach, gdy oboje doszli (bez skojarzeń ~ aut) pożegnali się ze sobą  i każde z nich weszło do swojego domu. Vanessa szybko pobiegła na górę, na schodach minęła się z Laurą, która schodziła właśnie do kuchni. Po przekroczeniu progu pomieszczenia młoda Marano podeszła do lodówki, w celu wyciągnięcia i napicia się mleka. Kiedy otworzyła szafę chłodzącą i zobaczyła, że nie ma mleka, zaczęła płakać. Nie potrafiła powstrzymać łez, same wypływały jej z oczu. Nie zauważyła nawet, że Robert wszedł do kuchni, mężczyzna widząc zapłakaną dziewczynę szybko do niej podszedł i przytulił.
-Co się stało? - zapytał zmartwionym głosem.
-Mleko się skończyło. - cały czas podciągała nosem.
-A to o to chodzi. Ale wież, że nie ma powodu do płaczu.
-Jak to nie ma!? Mleko się skończyło! - brunetka na nowo zalewając się łzami.
-Można zawsze skoczyć do sklepu i kupić nowe. - Robert starał się pocieszyć brązowooką.
-Mleka nie ma! - krzyknęła Laura i cała zapłakana pobiegła do swojego pokoju. Zdezorientowany mężczyzna nie wiedział co ma zrobić.
-Czekaj, czekaj płacz z byle powodu, lekkie podenerwowanie, naskoczenie na nie winą osobę. Czy to...? O nie... To nie możliwe. Przecież to mała dziewczynka, no nie taka mała skoro staniki sobie kupuje, umawia się z chłopakami. Nie wieże, że moja dziewczynka ma teraz dni zgrozy. - mężczyzna gorączkowo myślał, lekko załamany swoimi podejrzeniami szybko pobiegł na górę. -Lauruś czegoś ci potrzeba!? - krzyknął otwierając drzwi od pokoju dziewczyny. Ta leżała na łóżku ciągle płacząc.
-Dlaczego tak krzyczysz? - zapytała podnosząc się do pozycji siedzącej i ścierając łzy z policzka.
-Ja wcale nie krzyczę. Przyszedłem się spytać czy czegoś ci nie potrzeb. Coś ci przynieść?
-Chyba nie, albo tak. Czekaj, raczej nie, a może tak. Sama nie wiem. - brunetka co chwilę zmieniała zdanie.
-A co ty na to aby wuja poszedł po lody, które są w zamrażarce i razem z tobą je zjadł, oglądając przy tym jakiś program. - zaproponował.
-Jasne.
Robert szybko pobiegł po lody i jak wrócił podał Laurze jedną łyżeczkę, a drugą wziął do siebie. Postanowił, że będą jeść bezpośrednio z pudełka. Mężczyzna położył się koło nastolatki i objął ją opiekuńczo ramieniem. Przez chwilę poczuł się jak ojciec, który chce spędzić trochę czasu ze swoją córką. Mimowolnie uśmiechnął się do siebie, razem z brunetką oglądali bajki.
***
-Już wróciłem! - krzyknął Ross zdejmując buty na korytarzu.
-Pozwól na chwilkę do mnie. - Mark zawołał syna, ten szybko poszedł do kuchni.
-Co jest tato?
-Musimy pogadać. - wskazał na krzesło na przeciwko niego, nastolatek lekko zdziwiony usiadł na krześle.
-To o czym chcesz ze mną pogadać?
-Rozmawiałem dzisiaj z twoją matką i razem stwierdziliśmy, że ta rozmowa dobrze ci zrobi.
-Okej zaczynam się pomału bać. - blondyn oparł się o krzesło.
-W szkole mieliście zajęcia o antykoncepcji?
-Tak, a co? - podniósł jedną brew do góry.
-Skoro masz już dziewczynę trzeba cię bardziej zaznajomić w temacie.
-Czekaj, czekaj wy myślicie, że Laura i ja już..? - zaczął dziwnie gestykulować rękoma, mężczyzna widząc poczynania syna podniósł dłoń do góry, dając mu znak żeby przestał to robić.
-Teraz jeszcze nie, ale za jakiś czas może będziecie chcieli się odkryć z nowej perspektywy.
-Błagam tato przestań. - chłopak cały zaczerwieniony spuścił wzrok na swoje ręce.
-Ja wiem, jak kobieta może wpłynąć na mężczyznę. Dlatego wole z tobą teraz porozmawiać o tych sprawach niż za jakiś czas, o tym na jaki kolor masz pomalować pokój dziecka.
-Jaki pokój dziecka? - młody Lynch wyszczerzył oczy. Nie spodziewał się tego, że jego ojciec będzie go posądzać o dziecioróbstwo. Zaczął pomału żałować że nie wszedł tylnym wejściem i cicho nie pognał do swojego pokoju. Może w jakiś sposób udałoby mu się ominąć tą niezręczną rozmowę. Chodź dobrze wiedział, że jak teraz ojciec z nim nie pogada, to zrobiłby to później. Mark nie przejmując się pytaniem syna dalej kontynuował.
-Wiedz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać na każdy temat. - czekoladowooki skinął tylko głową, wciąż był lekko zaszokowany tą rozmową. Przecież jak już kiedyś rozmawiali na takie tematy, to nie wyglądało to tak dziwnie jak teraz. Może to przez to, że wtedy nie miał dziewczyny i słowa taty nie wydawały się możliwe do spełnienie, a teraz to ma dziewczynę, którą bardzo kocha i która go bardzo podnieca. Szybko wyrzucił tą myśl z głowy. -Byłem dzisiaj w sklepie.
-Po co? - zdezorientowany blondyn spojrzał na ojca, który wstał i poszedł po coś do szafki.
-Po to. - powiedział kładąc trzy paczki prezerwatyw i ogórka przed chłopakiem. Ross głośno wciągnął powietrze i wyszczerzył gały na podarunek od ojca.
-A to po co? - wskazał nieśmiało na prezent.
-Jak to po co? To są środki antykoncepcyjne zwane kondomami lub prezerwatywami. Stosuje się je w trakcie współżycia, żeby nie było dzieci. - mężczyzna trochę zaskoczony spojrzał na syna, nie spodziewał się, że ten może nie wiedzieć po co służą kondomy.
-Wiem do czego służą prezerwatywy. Ale ja się pytałem o ogórka. - wyjaśnił.
-A, o to ci chodziło. Przecież na czymś musisz pod ćwiczyć zakładanie prezerwatyw..
-Mam to. - chwycił jedno opakowanie gumek. -Założyć na ogórka?
-Kondomy służą do tego, żeby nie było niechcianych ciąż i zapobiegają przenoszenia chorób wenerycznych drogą płciową, takich jak np Hiv lub Aids.  
-Ogórki mają Aids!? - przeraził się Ross i odsunął ogórka jak najdalej od siebie. Widząc to Mark klepnął się w czoło. -Już nigdy nie tknę ogórka.
-Synu ogórki nie mają Aids czy Hiv'a, można je spokojnie jeść nie narażając się na żadną chorobę weneryczną. - zapewnił.
-Okej załóżmy, że ci wieże. Co teraz mam z nim zrobić?
-Nałożyć na niego kondom. - widząc niepewne ruchy chłopaka, jak sięga po gumki, dodał. -No śmiało, nie wstydź się.
-Kiedy ja nie chce. - odparł blondyn.
-Dlaczego?
-Bo to jest głupie. I jeszcze się stresuje tym, że na mnie patrzysz.
-Słuchaj jak chcesz, nie musisz teraz tego robić. Skoro moja obecność cię rozprasza, rozumiem. Wolisz sam poćwiczyć, szanuje to.
-Dzięki tato. - w głosie chłopaka było słychać ulgę. -To mogę już iść? - zapytał pomału wstając z krzesła.
-Okej możesz iść. Nie zapomnij prezerwatyw. - Ross przytaknął głową i zgarnął wcześnie wspomniane trzy opakowania.
-Chcesz zjeść ogórka? - Mark podniósł warzywo do góry, blondyn popatrzył na nie i powiedział zdecydowane:
-Nie, podaruje sobie. - pokiwał przecząco głową. Chłopak chciał już wychodzić, ale zatrzymał go głos ojca.
-Zaczekaj chwile Ross?
-Co?
-Jeśli spłodzisz mi jakieś dziecko przed osiemnastką, to nogi z dupy ci powyrywam. Zrozumiałeś?
-Tak, tako. - odwrócił się tyłem i szybko pobiegł do pokoju.

                                                                        ***      
Witajcie kochani, przybywam do was z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieje, że wam się spodobał, niektóre wątki są bezsensu, ale napisałam je żeby było śmiesznie. Ten pomysł z ogórkiem i Aids zainspirowałam się serialem Glee, który serdecznie polecam. Piszcie w komentarzach odczucia związane z rozdziałem. Jak pewnie zauważyliście zmieniłam wystrój bloga. Uważam, że ten jest dużo lepszy od poprzedniego. A jak wam się podoba nowy wygląd bloga?  Następnym rozdział postaram się dodać dosyć szybko. Mi osobiście rozdział się bardzo podoba. Liczę na wasze komentarze. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie fabuły czy bohaterów, zapraszam na zakładkę pytania. Do następnego.


Ogłoszenie

Witajcie kochani! Z kilkoma osobami na Twitterze postanowiliśmy zorganizować twitterową imprezę, której szczegóły znajdziecie na plakacie. Żeby ta akcja wypaliła musi być dużo osób, dlatego jakbyście mogli powiedzieć o niej znajomym to by było super. Serdecznie zapraszam do udziału w niej. 

sobota, 25 czerwca 2016

Rozdział 24

Kiedy Ross sobie poszedł nie miałam za bardzo co ze sobą zrobić, Vanessy nie było, a wuja i ciocia mieli swoje sprawy. Leżałam bezczynie na łóżku i rozmyślałam na sensem życia. Zdałam sobie sprawę, że odkąd tu przyjechałam rozmawiałam z tatą z dwa lub trzy razy. To straszne z mojej strony, że tak mało z nim rozmawiam. Co tata musi o mnie myśleć? Pewnie że mam go gdzieś, bo prawie w ogóle się nie odzywam. Zrobiło mi się smutno z tego powodu, że mógł sobie tak pomyśleć. Kocham go najmocniej na świecie, zawsze był dla mnie wsparciem, a przez to co się ostatnio wydarzyło nie bardzo miałam kiedy się odezwać. Ale z tego co słyszałam od cioci, tata też nie ma za bardzo czasu, jest ciągle czymś zajęty. Oby znalazł chwilę, żeby porozmawiać, z taką otóż myślą wybrałam numer taty i przyłożyłam telefon do ucha. Po czterech sygnałach usłyszałam znajomy głos. Głos który nie słyszałam od dawna i za którym cholernie tęskniłam.
T:Halo.
L:Cześć tato.
T:O Laura, to ty.
L:Tak to ja. Długo nie dzwoniłam, za co chciałabym cię serdecznie przeprosić. Nie miałam za bardzo wolnego czasu. A tak poza tym, co tam u ciebie słychać?
T:Wszystko po staremu, też nie miałem za bardzo kiedy zadzwonić. Do tego doszło, że na stare lata zamiast odpoczywać, to mam więcej zajęć niż przez całe swoje życie.
L:Nie przesadzaj tato, wcale nie jesteś stary. A mówisz jak jakiś dziadek.
T:Mam dwie dorosłe kobiety, swoje lata uwierz mi starzeje się.
L:Dla mnie zawsze będziesz młody, tatusiu.
T:Miło z twojej strony gówniarzu. A teraz opowiadaj co tam słychać w wielkim mieście?
L:Dzisiaj nic nadzwyczajnego nie robiłam, może poza praniem które przysporzyło mi trochę trudności.
T:Mam wiedzieć?
L:Lepiej nie. A co słychać u Alice?
T:Wszystko w porządku. Pamiętasz może jak marzyła o otwarciu własnego butiku?
L:Oczywiście. Zawsze mówiła, że jej butik będzie najlepszy w mieście i że wszyscy będą do niego przychodzić. To było jej największe marzenie od dziecka.
T:Alice w końcu postanowiła spełnić swoje marzenie, wzięła niewielką pożyczkę i zamierza otworzyć własny butik. Ja jej pomagam ze wszystkimi formularzami i papierami. Całe dnie spędzam na załatwianiu różnych dokumentów i szukaniu jakiś dostawców. 
L:Bardzo się cieszę, że Alice postanowiła otworzyć własny butik. Ale czy ty tato się nie przemęczasz? 
T:Spokojnie nic mi nie jest, a tak poza tym te ciągłe bieganie jest tylko chwilowe. Jak wszystko dobrze pójdzie to Alice będzie mogła otworzyć swój sklep za trzy miesiące. 
L:To wspaniale! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo się ciesze. 
T:Laura jest może jakaś sprawa o której chciałabyś mi powiedzieć? 
L:Co masz dokładnie na myśli? 
T:Słyszałem, że bardzo szybko zakolegowałaś się ze dzieciakami z sąsiedztwa, a z jednym szczególnie. 
L:Ciocia ci powiedziała, prawda? 
T:Nie miej do niej pretensji,  że mówi mi największe plotki. A ja nie wiem, czy od ciebie czegoś bym się dowiedział. 
L:Powiedziałabym ci to, tylko najpierw chciałam wiedzieć co tam słychać u ciebie. Tak rzadko ze sobą rozmawiamy i tak głupio zacząć rozmowę od tego... 
T:Że moja mała córeczka ma chłopaka.  
L:Tak, dokładnie. 
T:A lubisz go? 
L:Bardzo. 
T:Dlaczego mam wrażenie, że uśmiechasz się sama do siebie? 
L:Bo jestem szczęśliwa. Co dzisiaj robiłeś? 
T:Wstałem, zjadłem śniadanie, porozmawiałem przez telefon z Kristen, poszukałem moją starą szczelbe, którą zawsze brałem na polowania z wujem Emilem, wyczyściłem, poszedłem do sklepu po nabój karabinowy. Wróciłem, zjadłem obiad i resztę czasu spędziłem na oglądaniu telewizji. Tak mniej więcej wyglądał mój dzisiejszy dzień.
L:Po co wyciągałeś broń?
T:Żeby była pod ręką, tak w razie czego.
L:Co konkretnego masz na myśli?
T:Na przykład, gdyby ten chłopiec cię skrzywdził....
L:Błagam cię nie przesadzaj. I schowaj broń z powrotem tam, gdzie ją wyciągnąłeś.
T:Okej niech ci będzie. A prawie zapomniał bym ci powiedzieć. Razem z Alice planujemy was za niedługo odwiedzić.
L:To wspaniale! Kiedy konkretnie?
T:Tak za dwa, trzy lub cztery tygodnie, wtedy większość spraw będzie załatwiona i będziemy mieli chwilę odpoczynku. W końcu się zobaczymy, poznam twoich i Vanessy znajomych, spędzimy trochę rodzinie czasu. I trochę pozwiedzamy, bo na prawdę nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem w Los Angeles i za pewne bardzo dużo się zmieniło przez te kilka lat.
L:Los Angeles ciągle się zmienia, czasem trudno jest nadążyć za tym miastem i ludźmi którzy tutaj mieszkają.
T:Wieże ci. Pamiętam jak pierwszy raz zabrałem twoją mamę do tego miasta, trudno było nadążyć za czymkolwiek i twoją matką, która chciała być wszędzie. Ona była bardzo ambitna, piękna i bardzo mądra, tak jak ty i Vanessa.
L:Tego nie byłabym taka pewna. Vanessa jest strasznie głupia.
T:Laura!
L;Przecież żartowałam. Nessa jest bardzo mądra i kochana, ale czasami jej zachowanie jest tak żałosne i dziecinne, że aż trudno uwierzyć że ma ona dwadzieścia lat i jest ze mną spokrewniona.
T:A to ty czasem kiedyś nie płakałaś na myśl, że Van może nie być twoją siostrą?
L:Mylisz fakty tato, to było zupełnie inaczej. Jak miałam cztery lata twoja córka powiedziała mi, że jestem adoptowana i że wy nie jesteście moimi rodzicami, a ona siostrą. Zostałam perfidnie oszukana i wrobiona, a jako mała dziewczynka uwierzyłam tej głupiej krowie na słowo i się rozpłakałam.
T:Ale teraz jest już wszystko okej?
L:Tak.
Rozmawiałam z tatą jeszcze jakąś godzinę, w ogóle nie kończyły nam się tematy do rozmowy. Moglibyśmy gadać ze sobą dłużej, ale tata musiał jechać do szpitala na jakieś badania. Bardzo się zmartwiłam o jego stan zdrowia i spytałam się czy nie mam do nich przylecieć, ale odmówił mówiąc że to tylko rutynowe badania kontrolne, które się robi co jakiś czas. Uspokoiło mnie to, ale nie do końca, cały czas myślałam o zdrowiu mojego taty. Nie powinnam się tym martwić, skoro mówi że wszystko jest dobrze i nic mu nie jest, ale ten strach mimo tego ciągle jest. Postanowiłam trochę poczytać, najpierw zaczęłam czytań Greya, ale przez to, że zostało mi kilka stron do końca szybko go skończyłam. Nie wiedziałam co mam czytać następne, wiec poszłam do Vanessy, która nie dawno wróciła, z pytaniem czy nie ma czasem  nic ciekawego do czytania. Ta wskazała na nie duży regał książek po prawej stronie i kazała mi sobie coś wybrać. Jeździłam wzrokiem po tytułach książek, ale nic nie przykuło mojej szczególnej uwagi. Już miałam się podać i wrócić do siebie, kiedy zauważyłam nie gruba książkę na której na okładce było napisane "Mały Książę". Od razu chwyciłam ją ręce i poszłam do swojego pokoju. Już kiedyś czytałam tą książkę w gimnazjum, była to nasza lektura w trzeciej klasie, od razu mi się ona spodobała, tak bardzo że przeczytałam ją cztery razy. Są takie książki które mogę czytać milion razy, a i tak mi się one nie znudzą. A "Mały Książę" należy właśnie do tej części. Po przekroczeniu progu pokoju od razu usiadłam na parapecie przed oknem. Bardzo się cieszyłam, że w moim pokoju przed oknem jest taki jakby schowek na różne rzeczy, który jest mega wygodny i służy jako parapet jak i też kanapę (przepraszam że tak beznadziejnie to opisałam, ale kompletnie nie wiem jak to nazwać. Chodzi mi o to, że jak w filmach jest pokój i okno to przed nim blisko stoi taki schowek co można w nim schować jakieś rzeczy i można też na nim siadać bo górę ma miękką. Siadając na nim można obserwować co dzieje się za oknem. ~ aut.). Zgarnęłam kilka poduszek do siebie i podłożyłam je sobie pod głowę. Na całe dwie godziny odpłynęłam do zupełnie innej krainy, razem z Małym Księciem odwiedzałam wszystkie planety, oswajałam lisa, dbałam o róże i później ją zostawiłam. Smutno mi się zrobiło jak na koniec książki chłopiec umiera. Kocham jak książka ma jakiś przekaz, a ta mówi nam że czasami warto pozostać dzieckiem, "Mały Książę" ma bardzo piękną modrość w sobie. Akurat jak skończyłam czytać, to Nessa wparowała do mojego pokoju, oznajmiając mi że mam zejść na kolacje. Powiedziałam jej że za trzy minuty będę, ale najpierw muszę iść do toalety zrobić siku. Po wykonanej czynności umyłam ręce i doszłam do mojej rodzinny.
-Co jest na kolacje? - zapytałam siadając przy stole.
-Zapiekanka z serem i makaronem. - odpowiedziała ciocia kładąc na środek naczynie żaroodporne, w której znajdowała się potrawa. Każdy z nas nałożył sobie taką ilość zapiekanki na talerz jaką chciał i zabrał się za jedzenie. Wuja opowiadał, że zadzwonił do niego dzisiaj jego kolega z liceum i powiedział mu, że został ojcem i że urodziła mu się piękna zdrowa córeczka. Słuchając jak wuja Robert mówił jak jego kolega jest szczęśliwy i dumny, spojrzałam na ciocie Kristen, która trochę posmutniał. Po kolacji kiedy wszyscy się rozeszli do salonu, zaproponowałam cioci że pomogę jej z posprzątaniem. Schowałam resztę zapiekanki która została do lodówki i znosiłam talerze i sztuce ze stołu na blat. Ciocia w tym samym czasie chowała czyste naczynia ze zmywarki do szafek, żeby zrobić miejsce na naczynia z dzisiaj.
-Dlaczego ciocia posmutniała, kiedy usłyszała że kolega wuja został ojcem? - zapytałam znosząc ostatni talerz ze stołu i opierając się o blat. Kobieta na moje słowa zatrzymała się na środku kuchni z garnkiem w ręce, dopiero po chwili tak jakby sobie przypomniała co zamierzała zrobić, ruszyła się z miejsca i odstawiła garnek do szafki.
-Wież Lauro, to trochę drażliwy temat dla mnie. - zaczęła chować brudne talerze do zmywarki, postanowiłam jej pomóc.
-Nie musisz niczego mówić jak nie chcesz. Nie zmuszam cię.
-Chodzi o to, że wszyscy nasi znajomi mają dzieci, albo mają w drodze. A my jeszcze nie mamy. Zawsze mówimy, że najpierw kariera zawodowa, a na dzieci przyjdzie jeszcze pora. Ale ja odczuwam coraz większą chęć zostania matką. Ciesze się że z nami mieszkacie, bo w małym stopniu mogę się poczuć jak matka, ale wy jesteś dorosłe, nie potrzebujecie mojej pomocy, same dajecie sobie radę.
-A co na to wszystko wuja?
-Robert nie ma o niczym pojęcia. - schowała ostanie brudne naczynie i zamknęła zmywarkę.
-Nie chce się wtrącać w wasze sprawy, ale on powinien wiedzieć co czujesz. Razem powinniście znaleźć wyjście z tej sytuacji. I on powinien wiedzieć.
-Wiem to. Powiem mu to wszystko, ale nie teraz, za jakiś czas. A teraz już zmykaj do salonu, ja zaraz do was dołączę. - nic nie odpowiadając udałam się do wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Usiadłam na przeciwko wuja i Vanessy, którzy byli tak pochłonięci rozmową, że wcale nie zauważyli że przyszłam. Postanowiłam nie włączać się do rozmowy, nie bardzo miałam ochotę na gadanie o jakiś pierdołach z nimi. Z nudów zaczęłam bawić się bransoletką na nadgarstku, ciocia po krótkiej chwili dołączyła do nas. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 21:23 leniwie wstałam z kanapy. Postanowiłam się przejść po okolicy, a nie było wcale tak późno na mały spacer.
-Vanessa idziesz się ze mną przejść? - dziewczyna oderwała się na chwilę od rozmowy i spojrzała na mnie uważnie.
-O tej godzinie?
-Przecież wcale nie jest aż tak późno, a tak poza tym to będzie krótki spacer. Nie zamierzam iść nie wiadomo gdzie, tylko jakieś trzy ulice dalej. To jak? Idziesz ze mną czy zostajesz?
-Przejdę się z tobą. - brunetka wstała z kanapy i poszła ubrać buty.
-Wrócimy za nie długo. - odezwałam się do cioci i wuja, po czym ubrałam buty i założyłam moją bluzę, która wisiała na wieszaku. Zabrałyśmy klucze w razie czego i ruszyłyśmy przez oświetlone ulice. Siostra co jakiś czas wskazywała na jakiś dom mówiąc kto w nim mieszka i jaki jest. Uważnie słuchałam siostry i starałam się zapamiętać wszystko co do mnie mówiła. Kiedy przeszłyśmy trzy ulice dalej, niż od tej w której mieszkamy postanowiłyśmy już wracać. Przez drogę powrotną żadna z nas nic do siebie nie mówiła, Nessa cały czas stukała w telefon.
-Z kim tak piszesz? - zapytałam lekko już podirytowana, miałam powoli dosyć tego dźwięku przychodzącego sms'a, był strasznie wkurzający.
-Nie musisz o wszystkim wiedzieć. - i znowu ten głupi dźwięk.
-Możesz zmienić albo wyciszyć ten głupkowaty dźwięk przychodzącego sms'a!? Mam go już serdecznie dosyć! - krzyknęłam zatrzymując się w miejscu. Brunetka widząc mój wybuch też się zatrzymała i obejrzała się dokoła.
-Możesz tak nie krzyczeć? Wszystkich pobudzisz.
-Mam to gdzieś. - odpowiedziałam obojętnie i ruszyłam przed siebie. Dziewczyna nic nie odpowiedziała i wyciszyła telefon. Po niecałych trzech minutach byłyśmy już w domu, buty i bluzę zostawiłam w korytarzu. Postanowiłam dzisiaj pójść spać trochę wcześniej niż zazwyczaj, zegarek wskazywał 21:53 kiedy weszłam do pokoju. Odłożyłam telefon na biurko i udałam się do łazienki. Włosy związałam w kucyka, żeby przy zmywaniu makijażu mi nie przeszkadzały. Kiedy moja twarz była już oczyszczona, usiadłam na kibelek żeby zrobić siku.
-Kurwa. - szepnęłam do siebie widząc czerwoną plamę na majtkach. Podciągnęłam spodnie do góry i poszłam po czystą bieliznę. Kiedy wróciłam rozebrałam się, a brudne rzeczy włożyłam do kosza na pranie, odkręciłam wodę i wskoczyłam pod ciepły strumień. Po orzeźwiającym dziesięciominutowym prysznicu, włożyłam sobie tampona i przebrałam się w piżamę. Wychodząc z łazienki zgarnęłam swój telefon z biurka, odblokowałam go i zobaczyłam wiadomość od Ross'a w której było napisane "Dobranoc kochanie". Rzuciłam telefon na łóżko, nie wiem czemu, ale sms od niego rozzłościł mnie. Nic nie odpisując poszłam spać.

                                                                              ***
Witajcie kochani! W końcu mamy wakacje, właśnie z tej okazji dodaje nowy rozdział. Miał być on dodany wczoraj, ale niestety się nie wyrobiłam. Mam nadzieje, że przez wakacje uda mi się trochę nad godzić rozdziałów. Błagam was serdecznie SKOMENTUJCIE ten rozdział. To jest dla mnie bardzo ważne. Życzę wam udanych wakacji. Trzymajcie się ciepło.


niedziela, 29 maja 2016

Rozdział 23

*Oczami Laury*
Razem z Ross'em leżeliśmy wtuleni w siebie na łóżku, oglądając jakiś głupi program telewizyjny, który nie miał najmniejszego sensu. Patrząc na chłopaka minę można wywnioskować, że próbuje zrozumieć, o co chodzi w tym programie.
-Czekaj nie rozumiem. Ta dziewczyna wybrała tamtego chłopaka, chodź naprawę zależy jej na tym którego odrzuciła, ale przespała się z największym dupkiem w programie tylko po to, żeby dopiec dziewczynie, której sama pomagała zdobyć tego chłopaka, a zrobiła to wszystko, dlatego że ona nie dała follow jej na Instagramie? - zapytał blondyn nie odrywając ani na chwilę wzroku z telewizora.
-No, jakoś tak będzie. Nie zapominaj, że te dwie co pobiły się o lokówkę, planują teraz zemstę na tej, która przespała się z tamtym dupkiem.
-Ale przecież on na początku trzymały się razem, wszystkie trzy planowały zniszczyć tą dziewczynę co odpadła w poprzednim odcinku. - tak się składa, że obejrzeliśmy kilka odcinków tego programu, bo był maraton.
-Tak było, ale wszystkie się ze sobą pokłóciły.
-No, ale teraz te dwie od lokówki trzymają się razem. - wskazał na telewizor.
-Bo się pogodziły. One dwie i ten gościu co nosi białe skarpetki do sandałów. - dziwnie gestykulowałam, próbując wytłumaczyć o kogo chodzi.
-No wiem, o kim mówisz. To co z nim? - gestem ręki poganiał mnie, żebym szybciej mówiła.
-Oni mają plan, żeby tego chłopaka, co go wybrała tamta dziewczyna, wyrzucić z programu. Bo no na początku kręcił z tą blondyną od lokówki, ale zostawił ją dla innej.
-Dla tej, która go wybrała?
-Nie, nie dla tej. Dla jeszcze innej, ona wyskoczyła do basenu nago i potem miała pretensje do niego, że zrobił jej zdjęcie. I zerwała z nim. - wyjaśniłam.
-Dlaczego ja tego nie widziałem? - zdziwił się.
-Bo byłeś w łazience.
-Aha. Ale co teraz z tym chłopakiem, co tej dziewczynie na nim zależy?
-On zamierza porozmawiać sobie z tym chłopakiem, którego ona wybrała. O cicho, zaczęło się. - kiedy tłumaczyliśmy sobie główne wątki między uczestnikami programu, leciały reklamy. Teraz z niecierpliwieniem czekam czy tamci dwaj pobiją się o tą laskę, czy też dadzą sobie spokój. Ja już wcześniej wspomniałam ten program jest strasznie głupi, ale za razem taki wciągający. Już ten co go wybrała tamta dziewczynę, miał uderzyć tego drugiego, kiedy tu nagle pojawił się ta blondyna od lokówki, krzycząc, że wie, że ten pierwszy przespał się z jej matką.
-Co to ma być!? Przecież on to zrobił kilkanaście odcinków temu, a ona dopiero teraz się tego dowiaduje!? - reakcja Ross'a na ten program jest mistrzowska. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam go tak oburzonego.
-A ta dziewczyna, która go wybrała wie o tym, że on przespał się z matką tej blondyny, kiedy ona przyjechała ich odwiedzić? - teraz już zwątpiłam, czy tamta ma o wszystkim pojęcie.
-Wszyscy wiedzieli, oprócz tej blondyny. Przecież tamta przyłapała tego chłopaka i tą kobietę jak się ten gesili w pokoju. Jeszcze się do nich przyłączyła, razem mieli zgrany trójkącik. Nie pamiętasz tego?
-A już pamiętam.
-Bezsensu jest ten program. - stwierdził blondyn, a ja się z nim zgodziłam (mam nadzieje, że w miarę załapaliście o co chodzi ~ aut.) -Poróbmy coś ciekawszego. - odwrócił się twarzą do mnie.
-A co konkretnie masz na myśli? - szczerze to wiedziałam co teraz powie.
-Oj ty już wiesz o co mi chodzi. - mruknął uwodzicielsko, zakładając mi pasmo włosów za ucho.
-Niestety muszę cię zmartwić, bo nie mam bladego pojęcia o co ci chodzi. - zaczęłam się bawić jego włosami, zaśmiał się bez cienia wesołości i spojrzał się na mnie tymi swoimi pięknymi czekoladowymi oczami. Coraz bardziej podobała mi się ta zabawa. Ciekawe które z nas pierwsze pęknie i pocałuje tego drugiego? Gra toczyła się o wysoką stawkę, nie zamierzała być tą co pierwsza się złamie. Niech nie myśli sobie, że tak szybko może mnie uwieść. Muszę użyć swoich kobiecych wdzięków i go oczarować. Nigdy tego nie robiłam, ale wewnętrznie wiem, że mi się uda. Poprawiłam bluzkę tak, żeby więcej odsłaniała dekolt, dumnie wypięłam pierś do przodu i przerzuciłam jedną nogę przez biodra chłopaka. Spojrzał się na moją bluzkę, a potem na mnie, jego źrenice stawały się coraz ciemniejsze, a wzrok miał wygłodzony. Jego ręka wylądowała na mojej nodze i zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do moich pośladków. Kiedy była dostateczne blisko, zatrzymałam ją swoją ręką i pokiwałam przecząco głową, dając mu jasno do zrozumienia, że macanko nie wchodzi w grę. Jesteśmy ze sobą niecałą dobę, mu już takie rzeczy po głowie chodzą, aż strach pomyśleć co będzie potem. Uśmiechnęłam się uroczo, przynajmniej mam taką nadzieje, że tak wyszło i przegryzła dolną wargę.
-Wież, że igrasz z ogniem. - bacznie mi się przyglądał.
-A możesz konkretniej wyjaśnić, o co ci chodzi?
-Ty już wiesz, o co mi chodzi. - westchnął ciężko.
-Chyba nie bardzo rozumiem. - nie wiem czemu, ale bardzo pociągała mnie ta rozmowa.
-Przeczytałaś już Greya? - co to kurwa za pytanie? Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam z jego strony. -Do końca zostało mi jeszcze dwadzieścia stron. - odpowiedziałam zbita lekko z tropu. -A ty mój najdroższy, przeczytałeś już tą ociekającą grzechem, pornograficzną książkę?
-Tak, kochanie. Wczoraj całą noc spędziłam na czytaniu. Kiedy was nie było, a moi bracia grali w CS'a i nie chcieli, żebym grał z nimi, trochę mi się nudziło.
-Ty biedactwo moje. - przytuliłam go na pocieszenie, czułam jak się uśmiecha sam do siebie. -Jak chcesz to możesz zagrać ze mną. Tylko najpierw musisz mi wyjaśnić o co w tej grze chodzi. - zaproponowałam spowrotem kładąc się na poduszce. Na twarzy blondyna pojawił się grymas.
-Nie bierz tego do siebie, ale nie chce z tobą grać w CS'a. - podrapał się zakłopotany po głowie.
-Wiesz, że jak powiesz, żebym nie brała sobie tego do siebie, to nie znaczy, że tak będzie. Dlaczego nie chcesz ze mną grać w to coś?
-Widzisz, ty nawet nie wiesz na czym ta gra polega i o co w niej chodzi. To będzie bezsensu zmuszać cię do czegoś, co w ogóle cię nie interesuje. A tak poza tym CS'a jest bardziej dla chłopaków, czasami bywa bardzo drastyczny. - posłałam mu mordercze spojrzenie. 
-Co ty pieprzysz? 
-Wiesz, to nie tak miało zabrzmieć. 
-Ale tak zabrzmiało. Myślisz, że dziewczyny nie mogą grać CS'a, bo są tam za brutalne sceny? - spytałam z niedowierzaniem. 
-Nie uważam, że dziewczyny są słabe, tylko... - zaczął się jąkać. 
-Nie pogrążaj siebie bardziej. - przerwałam mu, jak próbował coś powiedzieć. 
-Wiedz, że jak nie będę miał z kim pograć, to na pewno przyjdę do ciebie i na kolanach będę błagał, żebyś ze mną zagrała. - śmieszne, próbuje mnie udobruchać i myśli że jak powie to wszystko, to zapomnę o czym powiedział. Ale niech mu będzie, chodź raz może pomyśleć, że o niczym nie będę pamiętać. 
-Obiecaj, że wszystkiego mnie nauczysz i podczas lekcji nie będziesz się do mnie dobierał, tylko będziesz mnie traktował jak kumpla. Umowa stoi? - wyciągnęłam w jego stronę rękę. 
-Stoi. - uścisnął moją dłoń i zaczął się głupkowato śmiać. Potrzebowałam chwili na przetrawienie jego żartu, po czym wstałam z łóżka. 
-Idź ty jebany zboczeńcu. - podeszłam do biurka i zdjęłam z siebie całą biżuterię. Ross na moje słowa zaczął się śmiać jeszcze głośniej.
-Wiem haha że haha mnie haha kochasz. - mówił między napadami śmiechu.
-Boże z kim ja jestem? - zapytałam samą siebie.
-Ze mną księżniczko. - objął mnie od tyłu i pocałował w szyję. Odwróciłam się do niego twarzą, staliśmy i patrzyliśmy się na siebie. Każde z nas czekało na ruch tego drugiego. -Wiesz, że ty pękniesz pierwsza i mnie pocałujesz?
-Nie, to ty pierwszy mnie pocałujesz. - zarzuciłam ręce na jego szyje, blondyn przyciągnął mnie bliżej siebie tak że pomiędzy naszymi ciałami nie było milimetra odstępu.
-Możesz takich rzeczy nie mówić?
-Dlaczego? - zmarszczyłam brwi. Kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi.
-Bo strasznie mnie to podnieca i moja mama nie byłaby z tego zadowolona.
-Z tego, że cię podniecam?
-Z tego, że będzie musiała kupić mi nowe spodnie, bo te chyba nie wytrzymają tej rozmowy. - zrobił miną starego zboczeńca.
-Serio? - spojrzałam na niego spod byka.
-Lauro, ja mówię poważnie. - poważny ton w jego głosie trochę mnie rozśmieszył, ale starałam się za wszelką cenę nie poznać tego po sobie.
-Za dużo Grey'a się naczytałeś. - stwierdziłam mrużąc oczy.
-Też tak podejrzewam odkąd przyłapałem się na tym, że na allegro szukałem lasek i pejczów. - lekko przeraziłam się tym co mi powiedział. Czyżbym miała do czynienie  z młodszą blond wersją Christina'a Grey'a? Mam ogromną nadzieje, że nie. Ten cały Grey to straszny pojeb i nie wyżyty seksualne facet. Ale Ross nie wygląda na takiego, chyba że to tylko złudzenie i cały czas tylko udawał miłego i fajnego faceta, a tak naprawdę to straszny popapraniec i pojeb. Babcia mi zawsze powtarzała, że faceci dopiero po ślubie pokazują prawdziwe oblicze. My jesteśmy jeszcze za młodzi, żeby myśleć o takich sprawach jak małżeństwo, ale kto wie. Może Ross okaże się tym jedynym? Bardzo bym chciała, żeby tak było. On jest moim pierwszym poważnym chłopakiem i oby ostatnim. Ciekawe jakby wyglądałaby nasze życie po ślubie? Czy bylibyśmy ze sobą aż do śmierci? Ile byśmy mieli dzieci? Czy w ogóle mielibyśmy dzieci? Czy bylibyśmy szczęśliwi? Dobra, zwolnijmy trochę. O jakich ja rzeczach myślę? Myślenie o bardzo odległej przyszłości mi nie służy. lepiej skupić się na tym co tu i teraz.  
-Hej Laura słyszysz mnie? - Ross wymachiwał mi ręką przed twarzą. -Zawiesiłaś się lekko, mówiłem do ciebie chyba z pięć minut, a ty mnie w ogóle nie słuchałaś.
-Przepraszam zamyśliłam się.
-Lepiej powiedz mi, kim on jest? A ja dam mu nauczkę. - blondyn napiła swój biceps, jakby miała zaraz komuś przywalić. Zaśmiałam się cichutko z tego, to słodkie z jego strony że próbuje dać mi jasno do zrozumienie, że jak będę myślała o innym to on go dorwie. Moje serce skradł Ross i nikt inny, może za wyjątkiem Justina Timberlake, bo on jest boski. Ale tego raczej Ross nie musi wiedzieć, jeszcze by coś zrobił Timberlakeowi, a tego moje fanowskie serce by nie przeżyło. Jak chodziłam do gimnazjum, to podkochiwałam się w Justinie, uważałam że był uosobieniem prawdziwego mężczyzny. Teraz nadal go uwielbiam, ale nie tak bardzo jak kiedyś.
-O tobie myślałam. - wyznałam.
-W takim razie nie dam nikomu nauczki. Ale za to dam buziaka w policzek mojej dziewczynie. - blondyn kilka razy ucałował mój policzek, z każdym kolejnym pocałunkiem jego usta zbliżały się do moich. Kiedy jego wargi dotknęły kącika moich ust, on nagle się odsunął ode mnie. Zrobiłam niezadowoloną minę i odgarnęłam niesforny kosmyk włosów, który nachodził mu na oczy. Patrząc sobie w oczy obydwoje zaczęliśmy się zbliżać do siebie. Na początku musnęliśmy się lekko ustami, ale już po krótkiej chwili to się zmieniło. Chłopak przejechał językiem po mojej dolnej wardze, tym samym prosząc o pozwolenie na pogłębienie pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy kiedy zaczęły nas boleć języki. 
-Nie wiem czy mówiłem to tobie, ale naprawdę bosko całujesz. - takie słowa z jego ust to czysty komplement. Już miałam mu powiedzieć, że całuje też niczym sobie, kiedy drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Razem z blondynem szybko stanęliśmy od siebie jak najdalej, w progu zobaczyliśmy Roberta bawiącego się telefonem. 
-Lauruś skoczysz wujowi po Tigera? - zapytał blokując telefon i wkładając go to kieszeni. 
-A sam nie możesz sobie pójść? - za bardzo nigdzie mi się nie chciało wychodzić. 
-Nie chce mi się. A jak pójdziecie to też będziecie mogli sobie kupić po soczku jakimś owocowym. 
-Dlaczego my mamy sobie kupić soczek, a tobie Tigera? 
-Dzieci nie powinny pić takich świństw. -  zrobił taką minę jakby to co powiedział było tak oczywistą sprawą, że nie powinnam w ogóle zadawać takiego pytania. Przekręciłam teatralnie oczami. 
-Ile mam ci kupić tych soczków? 
-Kup dwa, masz tu pieniądze. - wuja podał mi banknot dwudziesto dolarowy i wyszedł z pokoju. 
-Idziesz ze mną czy zostajesz tutaj? - ubrała na siebie bluzę i odwróciłam się w stronę blondyna. 
-Idę z tobą. - chwycił swoją bluzę i razem zeszliśmy na dół. Założyliśmy buty na siebie, powiedzieliśmy że wychodzimy i ruszyliśmy do sklepu. Całą drogę przeszliśmy w ciszy, kiedy dotarliśmy do sklepu od razu udaliśmy się do regału z napojami. Wzięliśmy energetyki dla wuja i po owocowym soku dla nas. Kiedy zapłaciliśmy za wszystko, udaliśmy się z powrotem do domu. Ross pobiegł do mojego pokoju, a ja poszłam zanieść wujowi jego zakupy. Za to że ruszyłam zwłoki z domu mogłam zatrzymać resztę ze sklepu. Po pół godzinie blondyn musiał już wracać do domu, pożegnałam się z nim i poszłam do pokoju, bo nie miałam co robić.

                                                                         ***
Witajcie kochani. Rozdział trochę mi nie wyszedł i serdecznie chciałabym was za to przeprosić. Kompletnie nie miałam pomysłu na ten rozdział, pisałam go prawie miesiąc i nic konkretnie nie wymyśliłam. Planowałam go skończyć tydzień temu, ale brałam udział w warsztatach z Amerykanami (swoją drogą to były one zajebiste, bardzo serdecznie polecam udział w nich) nie miałam w ogóle czasu. W czwartek po występie myślałam że nie wstanę, bo tak mnie wszystko bolało. Muszę powiedzieć, że liczka komentarzy pod ostatnim rozdziałem trochę mnie załamała i straciłam przez chwilę chęć do pisania tej historii. Trochę mnie to smuci, że tak mało osób czyta moją historie, Mam nadzieje, że pod tym rozdziałem będzie więcej komentarzy. Jak ktoś zostawi komentarz pod rozdziałem to przynajmniej wiem ile osób przeczytało. Bardzo serdecznie zapraszam was na mojego Twittera, nazywam się tam Dziecko Nocy. Jeśli macie jakieś pytania do mnie, to śmiało walcie w zakładkę z pytaniami. Życzę miłego dnia. Postaram się żeby kolejny rozdział był ciekawszy.

  

wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 22

W nocy przebudziłam się, co poskutkowało tym, że ciężko było mi później zasnąć. Co po chwile przewracałam się na drugą stronę i przeszkadzałam w tym dziewczyną, które grzecznie spały. W pewnym momencie mojej bezustannej walki z poduszką, Rydel przebudziła się i mnie opierniczyła, że jej spać nie daje. Potem przez resztę nocy, nie odważyłam się przewrócić i leżałam nieruchoma w jednej pozycji. Ale na szczęście nie długo po tym, udało mi się zasnąć. Obudziłam się dopiero rano, razem z dziewczynami ubrałyśmy się, zeszłyśmy na dół, żeby wymeldować się i wyszłyśmy. Po drodze do komisu, zajadałyśmy się słodkimi bułkami, które zostały ze wczoraj. Nie było ich dużo, więc dość szybko zniknęły. Jedyne co dawało mi siłę, żeby iść do tej zapchlonej dziury, była myśl odzyskania samochodu Rydel i wrócenie do domu, gdzie będzie na mnie czekał Ross, i jedzenie. Bardziej ciesze się na wizje spotkania z Ross'em, ciekawe co teraz robi? Nie chce myśleć jak musi zabójczo seksownie wyglądać, kiedy śpi. Z lekkim uśmiechem na ustach, weszłam do środka komisu. Czekając jak blondynka i siostra załatwią sprawę odzyskania wcześniej samochodu, postanowiłam się rozejrzeć po pomieszczeniu, nic się tutaj nie zmieniło od wczoraj, może poza jednym. Ten szczur, który leżał nieżywy koło kosza, jest teraz pożerany przez innego szczura. Według mnie można to zaliczyć do kanibalizmu, przerażał mnie fakt, że temu gryzoniowi leciała piana z pyska. Co to kurwa za miejsce!? Myślałam, że zaraz rozpłacze się ze szczęścia, kiedy dziewczyny powiedziały mi, że już wszystko jest załatwione i możemy wracać do domu. Za pewnie moja reakcja na ten komis jest przesadna, ale to naprawdę paskudne miejsce. Zajęłam miejsce na tylnym siedzeniu, już chciałam sięgać po słuchawki i telefon, ale przypomniałam sobie, że mam rozładowany telefon. Kompletnie nie wiedząc co mam ze sobą zrobić, postanowiłam się przespać, gdyż w nocy za długo nie spałam. Przebudziłam się dopiero wtedy, kiedy Vanessa oznajmiła mi, że już jesteśmy.
-Idziesz czy kurwa zostajesz!? - nie ma to jak usłyszeć takie słowa od siostry, kiedy jeszcze śpisz. Nie czekając na moją odpowiedz, brunetka poszła w kierunku domu. Niezgrabnie wysiadłam z samochodu i zgarnęłam swoje rzeczy.
-No to trzymaj się Rydel, do zobaczenia. - zamknęłam drzwi od pojazdu i nie czekając za odpowiedzią, udałam się do domu. Po przekroczeniu progu drzwi od razu pobiegłam do swojego pokoju, zostawiłam torbę na łóżku i zeszłam na dół, żeby zrobić sobie herbatę. Jakoś nie chciało mi się jeść, ale za to bardzo chciało mi się pić, czasami jak śpię z otwartymi ustami, to od razu po przebudzeniu idę się czegoś na pić. W samotności wypiłam szklankę herbaty, którą później umyłam w zlewie. Wróciłam do swojego pokoju,w celu przebrania się w coś innego, weszłam do garderoby, która świeciła prawie pustkami. W pierwszej chwili pomyślałam, że może ktoś mnie okradł z ciuchów, ale dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jestem tu dobry miesiąc i jeszcze ani razu nie robiłam prania! Nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagę, poszłam do łazienki po kosz z brudami. Ledwo po wejściu do łazienki, zauważyłam wylewający się kosz, już od jakiegoś czasu nie szło go domknąć, ale  nie pamiętam kiedy zrobiła się ta górka przed. Chwyciłam tą górkę ubrań i zeszłam na dół do pralni, przyniosłam też kosz na bieliznę. Oczywiście jak schodziłam z tym pojemnikiem, musiałam się potknąć i upuścić go na schodach. Uderzyłam się ręką w czoło, kiedy cała zawartość rozsypała się po schodach, szybko zaczęłam zbierać moje brudy z ziemi i wrzuciłam je z powrotem do kosza. Zamknęłam za sobą drzwi do pralni i obróciłam się w stronę pralki. Podrapałam się po głowie, zastanawiając się jak włączyć to ustrojstwo, kiedy mieszkałam z tatą co tydzień robiłam pranie, ale ta pralka w niczym nie przypomina tej z której korzystałam. Głupio będzie biec teraz do cioci i zapytać się jak wstawić pranie. Sama sobie z tym poradzę. Nie z takim rzeczami dawałam sobie radę, to dam radę i z tym. Pierwsze to co zrobiłam było ułożenie trzech kubków z białym, czarnym i kolorowym rzeczami, jako, że są dwie pralki, do jednej włożyłam kolorowe rzeczy, a do drugiej białe. Wsypałam proszku i wlałam płynu, zakręcając Perwoll niechcący wylałam na siebie całą zawartość butelki. Niewiele myśląc od razu zdjęłam bluzkę, chwyciłam za guzik spodni, już miałam go odpinać, kiedy tu nagle poślizgnęłam się na resztkach płynu i niechcący nacisnęłam jakieś guziki na pralce. Z mocnym impetem uderzyłam pupą w podłogę, syknęłam cicho z bólu, mój tyłek nie doszedł jeszcze do siebie po wczorajszym wypadzie na lodowisko, tak samo jak reszta ciała. Odskoczyłam na bok, słysząc jak pralka się włącza, spojrzałam na moją kupkę rzeczy, które nie zmieściły się w pralce i jęknęłam głośno. Całe moje rzeczy były pokryte Perwollem, tak samo jak i podłoga. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakieś szmaty, ale dość prędko  zaprzestałam tej czynności. Szybko podbiegłam do pralki, która cała trzęsła się w miejscu i wylatywała z niej piana, próbowałam jakoś to zatrzymać. Ale przez tą niebotyczną ilość piany, która z sekundy na sekundę się zwiększała, nigdzie nie mogłam znaleźć przycisku zatrzymującego. Stwierdziłam, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem będzie szybkie wydostanie się z pralni i pobiegnięcie po pomoc, nie przejmowałam się tym, że domownicy zobaczą mnie w staniku i całych przemoczonych spodniach, liczyło się to, żeby jak najszybciej się wydostać. Przekręciłam gałkę od drzwi i nic się z nią nie stało. Jeszcze raz spróbowałam i nadal nic. Opadłam bezradnie na podłogę szlochając cicho, wystarczyło mi tylko modlić się o to, żeby nie zginąć pod tą stertą piany. Dość mocno uderzałam pięścią w drzwi, wołając:
-Ratunku! Pomocy! Niech ktoś mnie stąd wyciągnie! Ja nie chce tutaj zginąć! - nagle usłyszałam czyjeś kroki. Podniosłam się energicznie i większym temperamentem zaczęłam walić w drzwi. -Jestem tutaj w pralni! Niech ktoś mi pomoże! - przycichłam na chwilę, słysząc głos wuja.
- Hey, I just met you, and this is crazy, But here's my number, so call me, maybe? It's hard to look right, at you baby,But here's my number, so call me, maybe? Hey, I just met you, and this is crazy, But here's my number, so call me, maybe? And all the other boys,try to chase me, But here's my number, so call me, maybe? - ja nie wieże. Ja tu jestem zamknięta nie mogę się wydostać, a on sobie śpiewa!? To są jakieś jaja, zaczęłam mocniej walić ręką w drzwi i głośniej krzyczeć. Wuja Robert musiał mieć pewnie głośno włączone słuchawki, skoro nie słyszał moich wrzasków.
-Ale z ciebie wuja. - starałam się mówić dosyć głośno. Następnie co usłyszałam, to oddalające się kroki mężczyzny w nie znanym mi kierunku. Czyżby to usłyszał i się obraził? Nie sądzę. -Ja tylko żartowałam! Jesteś wspaniałym wujem! Wracaj proszę! Wiesz co!? Strasznie fałszowałeś! - niestety moje krzyki zdały się na marne, z całą pewnością on już wyszedł i nie słyszał mojej obraźliwej, ale jak za razem szczerej uwagi. Przez jakieś kolejne pięć minut darłam się i pukałam w te cholerne drzwi, nikt nie raczył się zjawić. Wszyscy mieli mnie w dupie. Postanowiłam przeszukać wszystkie szafki i szuflady w pralni, w celu znalezienia jakiś gogli czy czegoś podobnego, żebym mogła zatrzymać tą pralkę. Wątpię, że coś znajdę, ale zawsze jest jakaś nadzieja. Może nie do końca będę miała pecha? Długo nie musiałam szukać, założyłam na siebie gogle i zanurkowałam w stercie piany, która swoją drogą była większa ode mnie. Nienawidzę być niska.  Jakoś udało mi się dotrzeć do automatu, nie widziałam żadnego wyłącznika, wszędzie była tylko piana. Nacisnęłam byle jaki przycisk, mając nadzieje, że zatrzyma on produkcje piany. Usłyszałam jak pralka się zatrzymuje, poczułam ulgę. Teraz wystarczy odgarnąć trochę piany na bok i włączyć pralkę i będzie dobrze. Nic takiego by się nie stało, gdyby nie ten głupi Perwoll. Kiedy wszystko było już gotowe, a pranie było już wstawione i grzecznie się prało, usiadłam na ziemie nie wiedząc co mam teraz ze sobą zrobić. Bezradnie wpatrywałam się jak pierze się pranie, co jakiś czas wstawałam i próbowałam otworzyć te zakichane drzwi. Czemu akurat teraz musiały się one zatrzasnąć, jakby nie mogły gdyby Vanessa tu była. Po dwudziestu minutach usłyszałam jak ktoś próbuje się tu dostać.
-Co jest grane? - mruknęła ciocia Kristen, próbując otworzyć drzwi.
-Drzwi się zatrzasnęły! - krzyknęłam zrywając się na równe nogi.
-Laura co ty tam robisz?
-Chciałam zrobić pranie, bo dawno nie robiłam i zatrzasnęłam się tutaj. - wyjaśniłam.
-Dlaczego nie krzyczałaś? - zdziwiła się mocno.
-Serio? Przecież z jakieś dziesięć minut się darłam, wołając pomoc. Nikt z was nie przyszedł mi pomóc, a twój mąż zamiast mi pomóc wolał śpiewać "Call you maybe" fałszując przy tym strasznie.
-Co?
-Później ci opowiem.
-Okej wyjaśnisz mi wszystko, jak stąd się wydostaniesz. Nie ruszaj się nigdzie stąd, pobiegnę po Roberta.
-Bardzo śmieszne, gdzie niby miałabym sobie iść? - ciocia szybko pobiegła po pomoc. Oparłam się o ścianę, czekając na nich. Uświadomiłam sobie, że wciąż jestem tylko w staniku, wiec rozejrzałam się za jakąś bluzką, na suszarce wisiała czysta koszula wuja. Zgarnęłam ją szybko i ubrałam. Akurat w tym samym momencie, ktoś zaczął majstrować przy drzwiach, już po chwili widziałam szokowanych opiekunów. -Co tu się stało? - zapytała ciocia wchodząc do środka.
-To wy tu sobie pogadajcie, a ja pójdę do garażu. - wuja szybko opuścił pomieszczenie, ale zanim wyszedł szepnął niesłyszalne "Powodzenia". Niepewnie spojrzałam na kobietę, która teraz stała z założonymi rękami, czekając na wyjaśnienia.
-Chciałam zrobić pranie, ale trochę mi nie wyszło.
-Później mi wszystko ze szczegółami wyjaśnisz, teraz idź się ogarnąć, bo z tego co widzę czeka cię masę sprzątania. - nic nie mówiąc udałam się na górę.
*Narrator*
Ross właśnie kończył jeść śniadanie, kiedy do kuchni wszedł Mark.
-Idziesz dzisiaj pomóc Robertowi? - zapytał wlewając do kubka kawy.
-Tak, właśnie za chwilę miałem iść. - wstał i odłożył talerz do zmywarki.
-Ross idź zanieść to Rydel. - podał mu kubek herbaty.
-Już wróciły? - było słychać radość w głosie chłopaka.
-Tak, już jakiś czas temu. - wyjaśnił. Blondyn wziął od ojca kulek i udał się do pokoju siostry. Nie pukając wszedł do środka, dziewczyna właśnie leżała na łóżku, przeglądając coś w telefonie. Podniosła na niego wzrok z nad telefonu.
-Puka się. - Ross cofnął się do drzwi i lekko uderzył w nie. -Tak lepiej. Czego chciałeś?
-Tata kazał ci to przenieść. - wskazał na kubek.
-Co to? - zmarszczyła brwi.
-Herbata. - wziął łyk z kubka. -Swoją drogą, bardzo dobra herbata.
-Oddawaj to. - blondynka wstała i wzięła od niego herbatę.
-Chociaż byś podziękowała za to, że przyniosłem ci picie. - oburzył się Lynch, siadając na łóżku dziewczyny.
-Dzięki. - spojrzała się na siedzącego brata. -Przyszedłeś porozmawiać ze starszą siostrą?
-Co!? Nie! Tata mi kazał... - nie dokończył, bo przerwała mu Delly.
-Nie musisz się tłumaczyć, ja wiem swoje, gdybyś przyszedł tutaj tyko dlatego, że tata ci kazał, to byś się nie rozsiadał. A więc co cie trapi?
-Trapi? Serio trapi? - popatrzył na nią z politowaniem.
-W takim razie, o czy chcesz pogadać?
-O niczym. Ile razy mam ci powtarzać, że nie przyszedłem pogadać!? - oburzył się blondyn.
-To dlaczego ciągle tu siedzisz?
-Faktycznie. - burknął do siebie.
-No widzisz. O co chcesz się zapytać lub porozmawiać?
-Fajnie się wczoraj bawiłyście?
-Tak, super było. Może poza tym małym incydencie, co holowali nam samochód, ale tak poza tym było naprawdę fajnie.
-Aha. To tyle chciałem wiedzieć. - chłopak wstał z łóżka.
-Nie martw się, gdyby jakiś koleś podrywał by Laurę, musiał by spotkać się z moim i Van gniewem. A tego raczej by nie przeżył.
-Dzięki Rydel. - podziękował wychodząc za drzwi.
-Polecam się na przyszłość! - krzyknęła za nim Delly. Blondyn sprawdził czy ma przy sobie telefon, po czym zszedł na dół, pożegnał się z mamą i wyszedł. Chciał już dzwonić do drzwi domu państwa Swan, kiedy usłyszał jak woła go Robert z garażu, żeby przeszedł. Przełknął w duchu, bo miał ogromną nadzieję, że drzwi otworzy mu Laura i będzie mógł z nią chwilę porozmawiać. Ze sztucznym uśmiechem, dołączył do Roberta.
-Dzień dobry panu. - przywitał się starając koło samochodu.
-Cześć. Wiesz po co Cię poprosiłem o pomoc? - zapytał podnosząc maskę samochodu.
-Mam panu pomóc w naprawie samochodu. - wyjaśnił zdejmując bluzę, odkładając ją na bok. Stał teraz ubrany w stare jeansy i białą bokserkę, która bardzo dobrze ukazywała jego umięśnione ręce.
-Też. Ale chciałem z tobą bardzo poważnie porozmawiać. Podaj mi proszę klucz płaski. - wskazał ręką na skrzynkę z narzędziami. Ross podszedł do niej, wyciągając to o co poprosił go mężczyzna.
-Nawet domyślam się, na jaki temat  chce pan rozmawiać. Proszę. - podał mu klucz. Obydwaj pochylali się nad samochodem, grzebiąc coś w nim.
-Posłuchaj mnie Ross, ja naprawdę cie lubię. Jesteś pomocnym, miłym, uczciwym i dobrze wychowanym chłopakiem.
-Dziękuję panu za miłe słowa.
-Ale jak skrzywdzisz Laurę, to nogi z dupy ci powyrywam. Nie będziesz miał po co wracać do domu, wszędzie cie znajdę - chłopak zrobił krok do tyłu, Robert szedł w jego stronę wymachując kluczem francuskim. Ross wiedział, że mężczyzna nie żartuje sobie, dla pana Swana rodzina jest najważniejsza. Zawsze traktował Vanesse i Laurę, jak własne córki i nie pozwoli by byle jaki chłopak je skrzywdził.
-Nie zamierzam skrzywdzić Laury, jest ona dla mnie bardzo ważna. Kocham ją. I nigdy nie pozwolę, żeby cierpiała. - pewność blondyna rosła z każdym wypowiedzianym słowem.
-No ja myślę. - mężczyzna wrócił do samochodu, Lynch dołączył też do niego. -Laura próbuje udawać twardą dziewczynę, ale na prawdę jest bardzo delikatna, jeśli kiedykolwiek uroni przez ciebie chociaż jedną łez, to nie chciał bym być na twoim miejscu. 
-Wyobrażam to sobie. - myśl wściekłego Roberta, nie podobała się za bardzo blondynowi. 
-Nie myśl sobie, że chce cię zastraszyć czy coś w tym stylu, ja tylko chce cię ostrzec. Wiem jacy bywają chłopcy i jak potrafią skrzywdzić dziewczynę. Nie raz spotkałem się z tym w sądzie.
-Ja nie potrafił bym skrzywdzić kobiety. 
-Weź przykręć mocniej tą śrubę. - doradził mu szatyn, chłopak pokiwał twierdząco głową i wykonał polecenie swojego "przełożonego". -Tylko nie próbuj cwaniaczyć. - spojrzał się na swojego pomocnika.
-W czym nie cwaniaczyć? - podniósł do góry jedną brew.
-Wiem o czym myślą chłopcy w twoim wieku, sam przecież taki byłem. Jeśli będziesz chciał zrobić coś w brew woli Laury to...
-To dorwie mnie pan i nogi z dupy powyrywa. - dokończył Ross. 
-Widzę, że szybko się uczysz. - uśmiechnął się Robert. -Czasami kobiety potrafią wyzwolić w mężczyźnie takie uczycie, nad którym ciężko jest zapanować. Chęć jest zbyt wielka, ale dla twojego dobra, dobrze by było gdybyś się opanował. 
-Tak wiem. 
-To chyba już wszystko, o czym chciałem z tobą porozmawiać. Gdybyś kiedyś miał jakiś problem, albo chciał o coś zapytać, to służę pomocą, twój tata też pewnie ci doradzi. 
-Dziękuje panu.
-Kobiety to skomplikowane istoty, czasami ciężko jest je zrozumieć. Trzeba do nich dużo cierpliwości, jestem z Kristen już dobre parę lat, jeszcze nie zrozumiałem kobiet i chyba nigdy nie zrozumiem. 
-W razie konieczności przyjadę do pana po radę. - przez jakiś czas chłopcy pracowali w ciszy. Ciszę tą postanowił przerwać blondyn. - To co robiła Laura zanim pan tu przyszedł? - zapytał nieśmiało. 
-Sprzątała i pewnie nadal to robi. A co chciałbyś się z nią spotkać? - chłopak przytaknął. - Teraz to musisz mi pomóc w naprawie, a potem idź gdzie chcesz. 
-Jasne. Oczywiście. - ucieszył się chłopak. 
-Powiedz mi, co robi Mark w przyszły weekend? 
-Chyba nie ma żadnych planów. A co pan chciał od taty? 
-W przyszły weekend jest mecz futbolu i zastanawiam się czy pójść na niego. 
-Wie pan, ja tata nie będzie mógł, to ja bardzo chętnie zastąpie go. - zaoferował blondyn. 
-Spytaj się chłopaków, czy też mają ochotę iść. I wtedy pójdziemy wszyscy razem. 
-Brzmi super. 
-Zrobimy sobie taki mały męski wypad. Kocham moje dziewczyny, ale trzy kobiety w domu, a ja jeden. Potrzebuje trochę pobyć w męskim towarzystwie, porozmawiać o sporcie i innych takich. 
-Rozumiem pana. 
Przez resztę czasu Ross i Robert naprawiali samochód, rozmawiają ze sobą na różne tematy. Mężczyzn zaproponował blondynki piwo, ale jak przypomniał sobie ile on ma lat, dał mu Pepsi. Na początku chciał mu dać piwo bez alkoholowe, ale okazało się, że nie ma. Po skończonej pracy chłopak poszedł do domu się przebrać, chciał już wychodzić, ale jego mama, gdy tylko go zobaczyła kazała mu zjeść obiad i zagroziła, że nigdzie nie pójdzie jeśli nic nie zje. Jedząc prawie się zadławił, kiedy skończył od razu pobiegł do domu swojej dziewczyny. Zapukał, drzwi otworzyła mu Vanessa. 
-Jest u siebie. - blondyn nie zdążył się przywitać, ani podziękować, bo dziewczyna poszła sobie gdzieś. Wzruszył ramionami zamykają drzwi, zdjął buty i pobiegł na górę. Delikatnie zapukał w drzwi od pokoju brunetki. 
-Proszę. - usłyszał cichy głos dziewczyny. Wszedł do środka, zastał tam Laurę leżąca na łóżku. Od razu do niej podszedł i położył się obok. 
-Hej kochanie. - mruknął uwodzicielskim głosem. Pocałował ją namiętnie, dziewczyna oplotła ręce wokół jego szyi, przyciągając go do siebie bliżej. Po pięciu minutach przestali już wymieniać się śliną. - Tęskniłem, wiesz? - wyszeptał tuż przy jej ustach. 
-Ja też i to bardzo. O czym chciał z tobą porozmawiać wuja? - zapytała Laura kładąc głowę na tors chłopaka. 
-O tym co mi zrobi, jak cię skrzywdzę. - odpowiedział kreśląc kółka na ramieniu dziewczyny. 
-Mogłam się tego spodziewać, przepraszam cie, że w ogóle musiałeś tam iść. 
-Nie przepraszaj, bardzo fajnie się naprawiało samochód z twoim wujem. A tak poza tym, zawsze mogłem odmówić pomocy. 
-Naprawiliście chociaż ten samochód? 
-Jasne, że tak. A tobie jak minął dzień? 
Laura w skrócie opowiedziała co robiła dzisiaj, co chwilę musiała uspokajać Ross'a, który nie mógł wytrzymać ze śmiechu słysząc historię z pralką i zatrzaśniętymi drzwiami. 
-Uspokoiłeś się już już? - pomału  jej cierpliwość się kończyła. 
-Tak nie do końca, daj mi jeszcze jakieś pięć minut. - złapał się za bolący brzuch. 
-Ross nie denerwuj mnie! - krzyknęła lekko wkurzona. 
-Po co te nerwy skarbie. Uspokój się. - pocałował dziewczynę w czoło. 
-Chcesz coś do jedzenia? 
-Nie, nie musisz nic przynosić, jadłem przed chwilą obiad. - wytłumaczył. -Jedyne czego chce to twoich ust. - chwycił zębami dolną wargę brunetki. 
-Nie obchodzi mnie, że nie chcesz niczego do jedzenia i tak coś ci przyniosę. 
-Ale po co? - jęknął chłopak. 
-Umieram z głodu, a głupio mi będzie jeść kiedy ty nie jesz. Za chwilę wracam.- dodała szybkiego całusa blondynowi. 
-Pomóc ci w czymś? 
-Nie, zostań tutaj. 
Laura naszykowała pełną stertę kanapek i zaniosła ją do pokoju. Para rozmawiała ze sobą, zapadają się tym co przyniosła dziewczyna. 

                                                                         ***
Witajcie kochani. Przybywam do was z nowym rozdziałem po testach. Z małym opóźnieniem, ale jest. Mam nadzieje, że będzie wam podobał się rozdział, mi osobiście końcówka się nie podoba, ale zostawię to tak jak jest. Liczę na wasze komentarze, bo one są strasznie motywują. Wtedy wiem, że ktoś czyta tą historię i mam dla kogo pisać. Liczę się z waszym zdaniem, jeśli chcielibyście, żeby coś pojawiło się w rozdziale, to piszcie w komentarzach. Jeżeli macie jakieś pytania, to zapraszam na zakładkę z pytaniami, postaram się na wszystko odpowiedzieć. Ja będzie pięć komentarzy od razu wstawiam następny rozdział. Trzymajcie się ciepło.


niedziela, 17 kwietnia 2016

Happy Birthday Ryland!

Dzisiaj swoje dziewiętnaste urodziny obchodzi Ryland!  Dlatego życzymy mu w tym dniu dużo zdrowia, szczęście, spełnienia marzeń i samych sukcesów.


czwartek, 14 kwietnia 2016

Happy Birthday Ellington!

Dzisiaj swoje dwudzieste trzecie urodziny obchodzi Ellington! Dlatego życzymy mu w tym dniu dużo zdrowia, szczęście, spełnienia marzeń i samych sukcesów. Na Twitterze można spamować #HappyBirthdayEllingtonRatliff.